beztroskie lata szkolne i demonizowana dorosłość, ławki szkolne

“Beztroskie lata szkolne” i demonizowana dorosłość

“Beztroskie lata szkolne” i demonizowana dorosłość

Kto z nas w młodości nie był torpedowany tekstami rodziców czy nawet wielu nauczycieli, że powinniśmy się cieszyć z tego że chodzimy do szkoły, bez względu na to jaka ona jest naprawdę i czy faktycznie czujemy się w niej dobrze? Najczęstszym argumentem było stwierdzenie, że w dorosłym życiu będziemy mieli gorzej, a szkolny okres to najlepsze co tylko nam się może przytrafić.

“Poczekaj jak pójdziesz do pracy, wtedy dowiesz się co to życie”, “Masz lepiej niż my, zobaczysz co w przyszłości Cię czeka”, “Zatęsknisz za szkołą jak zaczniesz zarabiać na swoje utrzymanie”. Nasi najbliżsi opiekunowie mieli nad nami tą przewagę, że my nie mogliśmy wypowiedzieć się o dorosłym życiu będąc zupełnie przed nim i nie mogąc go doświadczyć. To wymuszało od nas głębokie poszanowanie autorytetu dorosłych, chcących dla nas jak najlepiej.

Nauka, nauka i jeszcze raz nauka. Aż u każdego z nas młodym życiu nastał taki dzień, w którym odkryliśmy prawdę, że zasuwanie na dobre stopnie i wysoką średnią na świadectwie to gra niewarta świeczki, a większość informacji przymusowo nam wtłaczanych do głów nie przyda się nam w realnej rzeczywistości. Jednak przysłowie 

“Ucz się ucz bo wiedza to potęgi klucz”

było dawniej przyjmowane bezrefleksyjnie z pokolenia na pokolenie, mało kto miał odwagę i chęci z tym dyskutować. Aż w końcu nadeszło nowe pokolenie, które zapoczątkowało nowe myślenie o świecie – odrzuciło nieprzyszłościowe oszukiwanie samego siebie i przyjęło do wiadomości, że bycie Alfą i Omegą nie jest wymagane by prowadzić w miarę przyzwoite życie, a nawet by odnosić sukcesy.

Pozory przyjaznej szkoły

Samo to, że mało kto z nas cieszył się i cieszy na myśl o powrocie do szkoły jest jasnym sygnałem, że jej koncepcja jest wadliwa praktycznie. Na forach internetowych, grupach dyskusyjnych i portalach nietrudno natknąć się na krytyczne opinie o systemie edukacji. Często nawet osoby dorosłe nie szczędzą gorzkich słów o kształcie naszego szkolnictwa. 

Jak pojawiają się negatywne komentarze, nie sposób żeby nie powstawały memy wyśmiewające obecny, przestarzały z każdym kolejnym rokiem proces kształcenia młodego pokolenia. Jednym z przykładów jest porównanie szkoły do zakładu karnego.

Podobieństw między dwoma instytucjami jest tu sporo. Zarówno w więzieniu jak i w szkole jesteśmy skazani na wykonywanie rozkazów. W pierwszym miejscu nie możemy sobie zaplanować dnia, w drugim trybu i sposobu nauki. Nie jesteśmy wolni, chodzimy skrępowani i pozbawieni możliwości decydowania o sobie. 

Będąc skazanymi za coś nie będziemy swobodnie się poruszać z punktu A do B jak w normalnym życiu. W szkole niestety też nie, bo choć poruszamy się z budynku do budynku, nie ma to nic wspólnego z naszymi wyborami, lecz jest to efekt przeładowania programowego, czyli nadmiaru obowiązków, który przymusza nas do działania pod cudze dyktando.

szkoła a więzienie

Oczywiście, chodząc do szkoły mamy większe szanse na styczność z przyrodą, otoczeniem i miejscami rozrywki typu kino, skatepark czy sala koncertowa, niż gdybyśmy mieli siedzieć w więzieniu przez kilka lat, w zależności od popełnionego przestępstwa. Niestety z każdym kolejnym przechodzonym etapem edukacji poziom naszego indywidualizmu spada, a kreatywność i samostanowienie stają się w okresie narastającej presji na wyniki pobożnymi życzeniami. Przez co nasze życie jest niewiele ciekawsze od życia więźnia siedzącego pod celą.

 

Mity, które POWINNIŚMY odkłamać

Czy naprawdę w dorosłym życiu czeka nas o wiele mniej wolności i swobody niż w okresie, kiedy chodzimy przymusowo do szkoły? Mało kto zastanawia się nad tym poważnie, w związku z tym pozwolę sobie obalić pewne fałszywe przekonania, które z jakiegoś powodu nieustannie w społeczeństwie tkwią.

Mit 1. W czasach szkolnych możemy cieszyć się beztroską, a gdy pójdziemy do pracy zobaczymy czym jest życie.

Martwiąc się o oceny by nie urazić rodziców, walcząc jak głupi osioł o jak najwyższą średnią na świadectwie, będąc przeświadczonym, że bycie słabym z jakichś przedmiotów to koniec świata, a co najmniej oznaka bycia głąbem bez przyszłości, na pewno nie tkwimy w okresie życia, którym moglibyśmy nazwać beztroskim. Wymaga się od nas dyscypliny, bezustannej motywacji do nauki, straszy się nas szlabanem na hobby czy komputer gdy coś zawalimy – tak wygląda młodzieńczy świat usłany różami?

W pracy, gdzie wykonujemy polecenia głównie za sprawą własnych zdolności – tego, co umiemy robić najlepiej – wymaga się od nas tylko efektywnych działań, które firmie i klientom przyniosą zyski (w dziedzinie, na której się znamy). Jeśli to co robimy jest naszą pasją i wiemy, że świetnie dajemy sobie z tym radę, nasze dorosłe życie nie jest tak koszmarne jak przedstawiali je nam rodzice. Brak głębszych obaw o to jak zarabiamy na życie to fundamentalny powód, dla którego nasza dorosłość bije lata szkolne na głowę. 

Ewentualny brak satysfakcji z danej pracy może zostać zakończony jej zmianą na lepszą pracę. O zmianach nie można powiedzieć w przypadku szkolnych lat, gdzie wymagający opiekunowie i narzucany program narzucania to obciążenia, z którymi zmuszeni jesteśmy użerać się przez kilka lat, bez względu na chęci czy ich brak. Będąc bardzo młodymi ludźmi nie mamy możliwości zmienić szkolnego środowiska, co innego w przypadku pracy kiedy odpowiadamy już w pełni za siebie.

Mit 2. Obowiązki szkolne, na które tak narzekamy są niczym w porównaniu z wysiłkiem jaki czeka nas gdy pójdziemy do pracy

Owszem, u każdego z nas prędzej czy później przychodzi taki dzień, w którym będzie trzeba pójść do pracy i zacząć zarabiać na siebie. Tylko po 1, jak wcześniej wspomniałem, cóż to za straszny wysiłek jeśli robimy to, co kochamy? A jeśli nie to możemy zmienić zawód lub się przekwalifikować. Po 2, choć wkładamy wysiłek by mieć pieniądze na codzienne życie, nie poświęcamy się pracy całe dnie i noce. Po 8 godzinnym dniu pracy jesteśmy wolni od wszelkich zadań i prac, możemy robić co tylko zechcemy.

Możemy pójść na rower, zajęcia z fitness, popływać, wybrać się na randkę z drugą połówką, pobiegać, iść do kina, na mecz, spotkać się z kumplami, koleżankami, i wiele wiele innych rzeczy. Mamy czas wolny po pracy, a do tego mogą dojść jeszcze weekendy, w które nasi pracodawcy zupełnie nie ingerują w sensie godzinowym.

Zupełnie odwrotnie jest w przypadku szkoły. Siedząc w niej pół dnia, wracamy do domu. Po zjedzeniu obiadu musimy ślęczeć przed książkami ucząc się do masy sprawdzianów, kartkówek (zapowiedzianych lub niezapowiedzianych), do tego zadania domowe. Często siedzimy do późnych nocy by czegoś się nauczyć, zwłaszcza osoby dojeżdżające do szkół autobusem z innych miejscowości. Jesteśmy zatem niewolnikami systemu edukacji, do którego nas zmusza państwo.

Nie mamy takiej swobody wyboru jak w dorosłym życiu. Rodzice nadzorują naszą naukę, sprawdzają czy wszystko umiemy i zrobiliśmy i stosują kary kiedy czegoś nie spełniamy. Szczególnie dużo wysiłku musimy wkładać w przedmioty, które nie są naszą mocną stroną, lecz zostaliśmy zmuszeni do wkuwania z nich materiału.

Kiedy jesteśmy dorośli, te wszystkie problemy występują co najwyżej w złych snach.

Co więcej, w dzisiejszych czasach mocno upowszechniła się forma pracy zdalnej, która umożliwia nam pracę w dobrowolnie wybranych przez siebie godzinach – najważniejsze byśmy robili podczas nich to, czego wymaga od nas pracodawca. Wspominając o robieniu tego, czego lubimy, czy lepiej zacząć dzień jako dorosły, gdzie z pasją wykonujemy swoje obowiązki (np. projektując strony internetowe, pisząc artykuły) czy lepiej jako uczeń, gdzie użeramy się z nielubianym przez nas przedmiotem szkolnym? Wyraźnie widać, że nie ma się nad czym zastanawiać.

Mit 3. Jeśli będziemy się uczyć w szkole jak najlepiej, wszędzie mamy drzwi otwarte, inaczej nasze życie stanie się smutne i monotonne

uczenie się, zachód słońca, nauka, wiedza, edukacja

Nie ma nic złego w tym, że rodzice chcą dla nas lepszej przyszłości, niż oni mają teraz. W końcu jesteśmy ich dziećmi, kochają nas i robią wszystko by nam było dobrze. Złe jest niestety to, że stosują wadliwe oraz nieskuteczne metody w próbie zapewnienia nam dobrobytu. Nie jest tajemnicą poliszynela, że objęcie rzeszy dzieci różniących się od siebie zdolnościami i talentami jednolitym programem nauczania (uczeniem wszystkiego i niczego) nie rozwija nas, a tylko zniechęca do pogłębiania wiedzy.

 

Wielu naszych rodziców szło na studia i kończyło je, a po nich rozwijało się w ulubionych dyscyplinach. Swoim dzieciom chciało zapewnić taką samą przyszłość. Świat jednak przez ostatnie dziesięciolecia się zmienił. Dziś wszechstronna wiedza nie jest pożądana jak kiedyś, a skończenie studiów nie gwarantuje sukcesu zawodowego, ani nawet odnalezienia się na rynku pracy. Bardzo często dyplomy nie wystarczają, pracodawcy wymagają od młodych doświadczenia zawodowego – im dłużej zdobywanego, tym lepiej – a w szczególności umiejętności – co umiemy robić, w czym jesteśmy dobrzy.

 

Większości pracodawców zadowoli nie piątkowo-szóstkowy uczeń, ale wykwalifikowany specjalista zdolny im świadczyć konkretne usługi na wysokim poziomie. Negatywnie postrzegana zawodówka nie jest drogą do nieciekawego życia, jeśli uczeń kształci się w niej w wybranym przez siebie profilu i otrzymuje tytuł zawodowy, uprawniający do podjęcia pracy w wielu firmach. Dziewczyna, którą zawsze pasjonowało pieczenie ciast i robienie tortów doskonale odnajdzie się w cukierniach, bo będzie robić to, co kocha najbardziej. Z każdą kolejną praktyką rozwinie swoją kreatywność, co oznacza, że nie poczuje się jak robot przy taśmie.

 

Najważniejsze to robić w życiu to, co się lubi i żyć w zgodzie z samym sobą, a nie realizować czyjąś wolę, która nijak ma się do tego kim jestesmy i jaką mamy naturę. Kluczem do sukcesu nie jest wiedza o wszystkim, lecz pasja – bez względu na rodzaj szkoły i specjalizację.

 

Mit 4. Cieszmy się, że chodzimy do szkoły, bo mamy wszystko czego chcemy, a w przyszłości będziemy ciężko pracować by to mieć

Fakt. Do czasu ukończenia szkoły średniej bądź zawodowej to rodzice nas utrzymują, finansują nasze potrzeby, rozmaite zachcianki. Ale nie znaczy to, że dostajemy wszystko co nam potrzebne. Jedzenie, picie, ciepły pokój, a także smartfon, komputer czy zabawki jednocześnie, nie są wszystkim, co potrzebujemy. 

Oprócz tego niezbędne dla dzieci i dorastających nastolatków jest zrozumienie, wsparcie psychologiczne, miłość i wzmacnianie poczucia własnej wartości. Niestety niejedni rodzice zamiast dostrzegać potencjał własnych dzieci, widzą tylko wady z powodu jakichś niepowodzeń z przedmiotami szkolnymi, które są niczym innym jak obciążeniem. Kary i negatywne komentarze (np. “Skończysz jako zamiatacz ulic”) nie wzmacniają naszej motywacji do rozwoju mimo obfitości dóbr materialnych.

Co istotne, im bardziej jesteśmy starsi, tym lepiej zaczynamy rozumieć i czuć do jest nam rzeczywiście potrzebne. Często rodzice i inni opiekunowie mają inne plany wobec nas, niż my sami. Nasze interesy kłócą się z ich interesami. Przez to jesteśmy ograniczeni, tym bardziej, że nad nami sprawowana jest władza. Kiedy zaś zaczynamy zarabiać, możemy kupować co tylko chcemy (jeśli nas na to stać) i zaspokajać rozmaite potrzeby, od niższych po wyższe.

Wszystko zależy jeszcze od tego co chcemy mieć – tego nie wie nikt lepiej, niż my. Jeśli nie chcemy zakładać rodziny lub nie planujemy tego w najbliższej przyszłości, nasze wydatki będą mniejsze. Nie musimy prowadzić życia rodzicielskiego ani brać kredyt na dom czy mieszkanie – bo nikt nas tak naprawdę do tego nie zmusza. Nie ma takiego prawa, które zabraniałoby nam przeżywać własne życie jak tylko chcemy. Z zarobionej pensji, w obecnych realiach zmuszeni jesteśmy łożyć tylko na wspólne domostwo (mieszkając z rodzicami lub wynajmując pokój z innymi ludźmi), z resztą pieniędzy robimy CO TYLKO CHCEMY. Ulubione kurtki, bluzy, konsole do gier, strzelby – wszystko co jest w naszym guście. Mamy większą swobodę wyboru, bo po 1 jesteśmy dorośli (nikt nam nie może już dyktować jak mamy żyć i co wybierać), po 2 mamy więcej pieniędzy, niż kiedyś kieszonkowego.

Z pracą jest o tyle lepiej, że za ciężki wysiłek włożony w pracę otrzymujemy wynagrodzenie.

Możemy się sprzeczać co do wielkości pensji za nasz trud, ale sam fakt, że cokolwiek użytecznego (środek płatniczy) otrzymujemy w zamian za naszą produktywność jest dobrą wiadomością. Jeśli chodzi o szkołę, poświęcamy przymusowym zajęciom, nauce, zadaniom domowym masakryczną ilość czasu by zdobyć przyzwoite stopnie, a w zamian za to jedyne co mamy to tylko entuzjazm opiekunów, który szybko zgaśnie jak nagle dostaniemy z czegoś słabą ocenę. 

Za nasz stracony czas nie mamy więc tak naprawdę nic co by stanowiło klucz do naszych bieżących potrzeb, które narastają i chcemy spełnić. Moglibyśmy czas poświęcić na działania przynoszące nam korzyści finansowe, a marnotrawimy go na bezużyteczną naukę wylatującą z głowy natychmiast po napisaniu sprawdzianu.

 

Mit 5. Szkoła to najlepsze lata życia, ciesz się młodością z kolegami bo w przyszłości już nie będziesz miał tylu przygód

Nigdzie nie jest napisane, że tylko w okresie szkolnym będziemy mieli maraton pięknych chwil. Po to dostaliśmy od losu życie, by korzystać z niego jak najlepiej. Gdybyśmy mieli napotykać się na szczęśliwe i beztroskie okresy wyłącznie z latach chodzenia do szkoły, z pewnością żylibyśmy o wiele krócej, niż przeciętny człowiek jest w stanie przeżyć.

Jeśli chodzi o znajomości, nikt oprócz nas nie decyduje najlepiej o tym kto znajduje się w naszym życiu. Jeśli z kolegami i przyjaciółmi kontakt zaczyna się urywać, zaczynamy szukać sobie nowego towarzystwa. Po to mamy kluby sportowe, kluby muzyczne, kółka zainteresowań, wycieczki i stowarzyszenia by spotykać ludzi o podobnych pasjach, poglądach i przekonaniach i na zasadzie selekcji dobierać sobie właściwych ludzi.

Warto przy tym zaznaczyć, że szkoła nie ma monopolu na socjalizację.

Środowisko szkolne nie gwarantuje każdemu znalezienia kumpli, za którymi mógłby pójść na koniec świata (i jeszcze dalej). Możemy na takich trafić, ale możemy też być gnębieni przez osoby lubiące dokuczać innym albo użerać się z rówieśnikami, z którymi trudno nam znaleźć wspólny język. Nawet wśród tłumu ludzi możemy być samotni.

Więcej na temat życia towarzyskiego rozpiszę się w następnym artykule.

Podsumowanie

Szkołę uparcie przedstawia się nam jako raj, pełen wolności, swobód i wszelkiej szczęśliwości. Jak sami widzimy, prawdziwej wolności trudno zaznać w okresie przymusowej nauki. Zalewani jesteśmy tonami materiału do nauki, który nam się nie przyda, a zmusza się nas do jego przyswajania. Ulegamy presji na jak najlepsze stopnie w niechcianym wyścigu szczurów. Nie mamy prawdziwej autonomii i prawa do samostanowienia. W przypadku otoczenia serwowanego nam przez szkołę, jedyną dostępną dla nas receptą by uchronić się przed toksycznymi i odmiennymi poglądowo jest uzbrojenie się przez lata w cierpliwość.

 

Nie mówię, że dorosłe życie jest pozbawione wad. Problemy z życiem rodzinnym, finansami czy pracą również potrafią zniechęcić nas do życia. Jednak w dorosłości mamy tą zaletę, że możemy życie układać, nawet projektować jeśli jesteśmy szczęściarzami. Najważniejsze aby zaplanować sobie pod kątem zawodowym tak przyszłość, by możliwości i swobody było jak najwięcej.

 

Wolność jest podstawą wszelkiego dobrobytu. Dzięki niej mamy szeroki wybór, a możliwość decydowania o swoim losie pozwala układać nasze życie wedle własnego uznania. Uwalniając się w dorosłości od nadzoru pedagogicznego i rodzicielskiego, stajemy się kreatorami swojej osobowości i świata nam najbliższego. W tym świecie zatrzymujemy to, co nas interesuje i odrzucamy co się nam zupełnie nie podoba. Decydujemy też o tym kto ma do niego wstęp. Jesteśmy podmiotem, a nie przedmiotem.

 

Eryk Hałas

 

2 uwagi do wpisu ““Beztroskie lata szkolne” i demonizowana dorosłość

  1. Bardzo słusznie prawisz, zgadzam się. I prawdę powiedziałeś, przez lata męczyły mnie koszmary, że znowu muszę zasiąść w szkolnej ławce. Nigdy żaden koszmar nie dotyczył pracy zawodowej (nie zawsze lubianej) czy studiów (z w yboru), tylko właśnie tej tępej szkolnej monotonii, mechaniczności i drętwoty umysłowej…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.