Po ostatnich wydarzeniach w Łodzi, a dokładnie po morderstwie dokonanym przez szaleńca, należałoby się zastanowić, co zaognia atmosferę w polityce. To zabójstwo jest niewątpliwie związane z tą atmosferą, atmosferą wzajemnej nienawiści, oskarżaniem się o absurdalne działania lub zaniechania. Obywatelom karmionym przez media niezwykle wysoką dawką nienawiści, wydaje się, iż jedyną metodą dyskusji jest zrównanie adwersarza z błotem. Szaleniec z Łodzi poszedł krok dalej i uświadomił sobie, iż najskuteczniejszym narzędziem rozliczenia polityków będzie zbrodnia.
Dziś politycy zastanawiają się, gdzie popełnili błąd. Rozważania te są bardziej lub mniej komiczne, bo nie można inaczej określić wymuszania przeprosin za wszystko i wszystkich. Problem natomiast tkwi w uświadomieniu sobie, iż każdy ma prawo posiadać odmienne poglądy i publicznie te poglądy głosić. Osoby nie zgadzające się z poglądami swoich przeciwników, muszą zaprezentować merytoryczne kontrargumenty. Natomiast w polskiej polityce mamy do czynienia z infantylnymi osobistymi atakami, oderwanymi od merytoryki.
Nie małą rolę w obrazie polskiej polityki odgrywają media. Przeciętny program publicystyczny z udziałem polityków, sprowadza się do tandetnej pyskówki na czwartorzędne tematy. Dziennikarze dbając o wysoką oglądalność takich programów, w zauważalny sposób prowokują polityków do emocjonalnych wypowiedzi. Należy zadać sobie pytanie, dlaczego? Czy tematy dyskusji determinuje durnota polityków, czy niekompetencja dziennikarzy, nie znających się na merytorycznych szczegółach ważnych dla państwa reform? Obawiam się, że jedno i drugie.