Euro-suwerenność

Dziś w Warszawie odbyło się spotkanie liderów europejskiego biznesu – Rady Prezydentów BusinessEurope.

Tusk w swoim wystąpieniu stwierdził, że w nowym traktacie UE, należy wprowadzić mechanizmy umożliwiające przekształcenie UE w dobrze prosperujące przedsiębiorstwo. Dodał również, że u podstaw kryzysu leży wyzbycie się przez europejskich przedsiębiorców cnót kupieckich. Domniemywać należy, że nowa UE ma te cnoty przywrócić. Jak? Tak, jak rozwiązuje inne problemy,  wykorzystując swoje prawodawstwo i narzucając kolejne normy. Czy zdrowy rozsądek podpowiada nam, aby w celu przywrócenia ładu gospodarczego, wprowadzić mechanizmy gospodarki kontrolowanej przez urzędniczy aparat? Oczywiście, że nie. To zwykły absurd. Premier próbuje nam wmówić kolejny, nieudolny argument  za stworzeniem federacji europejskiej.

Zrzekanie się atrybutów suwerennego państwa, w imię problemów ekonomicznych państw zewnętrznych jest pomysłem niebywałym. Przypominam, iż to nie Polska jest członkiem strefy euro i nie do polskich polityków należy walka o tę strefę. Rząd RP uważa inaczej. A może, w istocie rzeczy, nie chodzi o ratowanie gospodarek, a utrzymaniu status quo indolentnej klasy politycznej?

Premier Tusk mówi: „Skończył się definitywnie czas marnowania pieniędzy, ale także godzin, dni i miesięcy, jeśli chodzi o podejmowanie decyzji stricte politycznych”. I tu trafił w dziesiątkę. Przyczyną kryzysu, a wcześniej zastoju gospodarczego, jest marnowanie pieniędzy poprzez zwykłe, niekontrolowane rozdawnictwo. Zdrowa gospodarka nie może pozwolić sobie na utrzymywanie różnych grup interesu, które są wobec prawa równiejsze i otaczane, nieuzasadnioną realiami ekonomicznych, opieką państwa (górnicy, hutnicy, rolnicy, zawodowi bezrobotni). W Polsce ten problem zaniedbano, w trosce o jak najszersze poparcie polityczne w wyborach. Zatem, zamiast pozwolić niewidzialnej ręce rynku działać, podejmuje się dziesiątki decyzji politycznych, myśląc, że to właśnie polityka jest panaceum na zaspokajanie wszystkich potrzeb społeczeństwa. Władza zaczyna działać w myśl zasady: kapitalizmu tyle ile niezbędne, a socjalizmu tyle ile się da.

Euro to projekt stricte polityczny, mający być swoistą klamrą zabezpieczającą UE przed rozpadem. Dziś Europa nie szuka narzędzi do walki z realnym kryzysem ekonomicznym, a kurczowo broni politycznej ideologi. Wbrew zdrowemu rozsądkowi, rząd dąży to utraty suwerenności swojego państwa, w imię euro-socjalistycznych fantasmagori, wykuwając nowe pojęcie euro-suwerenności, jako ważniejszej od narodowej. Z uwagi na tysiącletnią tradycję państwa polskiego, biorąc pod uwagę problemy z jakimi temu państwu przyszło stawiać czoła w przeszłości, dzisiejszy europejski „kryzys” to niewinne zawirowanie. Lecz w odróżnieniu od działań dzisiejszej władzy, naszym przodkom nie przyszło do głowy żonglowanie niepodległością.

Zaczynamy być świadkami niebezpiecznych, niedemokratycznych procesów. W Grecji i Włoszech nastąpiła zmiana we władzy wykonawczej, bez demokratycznej legitymacji społeczeństwa. Premier Mario Monti, został niejako narzucony przez struktury unijne jako człowiek lepiej rozumiejący ekonomię, a przede wszystkim europejską solidarność. Oczywiście Włochom powinny wystarczyć tłumaczenia, że Monti to technokrata, więc znający się na swojej robocie. Tak naprawdę to unijny zarządca komisaryczny.  Podobnie sprawy miały się w Grecji. Unijni demiurgowie dostali gęsiej skóry na pomysł przeprowadzenia, demokratycznego w swej naturze, referendum. Demokratyczne narzędzia wyboru władz napawają europejskich „urzędasów” co raz większym obrzydzeniem. Stąd potrzeby nowego traktatu, pozwalającego ujarzmić narodowe ciągoty do samostanowienia.

Wracając na nasze podwórko. Zastanawiający jest fakt, iż polski rząd zaczyna debatę na zewnątrz własnego kraju i na temat kryzysu globalnego, jednocześnie milcząc w sprawie problemów polskiego zadłużenia i deficytu budżetowego. Czyżby wyzbycie się suwerenności na rzecz europejskiego superpaństwa byłoby mniej ryzykowne niż przyznanie się do faktycznego stanu polskich finansów?

Posted in Polityka | Leave a comment

Kolorowa Nieopodal Upadła UE

Miał rację Stanisław Lem mówiąc: „Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.” Nie chcę powtarzać tych, jakże mądrych słów, bo Lemem nie jestem, ale zgadzam się z nim w stu procentach.

Przegrzebując polski internet, co raz częśniej trafiam na zaostrzoną walkę ideologiczną pomiędzy zwolennikami UE, a jej przeciwnikami. Szkoda, że w reżimowych mediach, forsujących jedynie słuszne tezy, takiej walki nie możemy ujrzeć. Ale, bez względu na umiejscowienie tej dysputy,  powinniśmy cieszyć się, że takowa dyskusja w ogóle się pojawia. Radość powinna być tym większa, im mainstreamowe media bardziej pomijają fakt, iż przeciwnicy UE istnieją i  własne zdanie mają. Nie chodzi, tu o udowadnianie, czyja racja jest mojsza, a czyja najmojsza. Chodzi o sam fakt dyskursu.

Poziom wspomnianej dyskusji jest różny. Można jednak, wyłuskać pewną wspólną cechę. Polega ona na tym, że zwolennicy UE to głownie zaślepieni komunistycznymi ideami przedstawiciele lewicy. Otóż w ochach euroentuzjasty, eurosceptyk jawi się nam jako bogobojny, kalolicki faszysta, inaczej kaczysta, chcący mordować w imię ojczyzny niekreślonych wrogów. Lewa strona mocy nagminnie podsyca strach przed rządami nieokrzesanego, całującego dłonie biskupom,  polactwa. To dzięki reprezentanom prawicy, Polska jest krajem zacofanym, nienadążającym za obyczajowymi  trendami europejskimi. A trendy są nieubłaganie jednoznaczne. Antywartościowe.

Drodzy towarzysze w walce o federację UE. Tak jak nie chcecie mieszać relgii z państwem, tak nie mieszajcie pieniądza z ideologią. Gospodarka bowiem, jest niezależna od ideologii, a gdy staje się być z nią związana, następuje kryzys. Hegemoni UE szukają dziś metody zahamowania rozpadu unii, nie zwracając uwagi na przyczyny powstałego problemu. A jedną z tych przyczyn jest właśnie ideologizacja gospodarki, która opiera się głównie na konsumpcji, a nie produkcji.  Europejczycy, nie chcą żyć według zasad zdrowego rozsądku. Chcą czuć się bezpiecznie, wierząc, że struktury unijne zapewnią im idealny porządek gospodarczo-społeczny, pozwalając na życie ponad stan, nie bacząc na wydatki większe niż dochody. A skąd weźmiemy pieniadze na tę finansową maskaradę? Jak to skąd? Dodrukujemy. Wiwat zinfantylizowany konsumeryzm.
PS Coś na deser. Kompilacja wystąpień europosła Nigela Farage

Posted in Polityka | Leave a comment

Uwielbiamy zadymy

Współczesna, zglobalizowana wioska to kraina ludzi uwielbiających zadymy. Zarówno te słowne, jak i fizyczne. Zamiast zwracać uwagę na odcienie szarości, wszystko wkładamy do szufladki z etykietą „czarno-białe”. Dobrym przykładem są wszechobecne analizy amatorskich nagrań z  warszawskich wydarzeń z 11.11.11. Zamiast skupiać się na meritum problemu, czyli prawdziwym,  ideologicznym sporem pomiędzy prawicą a lewicą, rozkładamy na czynniki pierwsze zachowanie Policji i jej rzekomą prowokacyjną działalność. Policja nie prowokowała. Była zdezorientowana (a nie powinna) „szarą strefą”, która powstała gdzieś pomiędzy obiema manifestacjami, skupiając w swoich szeregach członków obu stron sporu oraz przypadkowych idiotów, przybyłych do stolicy, aby się rozerwać. A jeśli jednak prowokacja miała miejsce? Dlaczego niektórzy „uczestnicy marszu”  dali się wprowadzić w maliny? Wątpię, że ci „sprowokowani” brali udział w marszu. Ich celem nie było upamiętnienie rocznicy odzyskania niepodległości, a zwykła zadyma.

To ludzie, dla których spór ideologiczny nie ma żadnego znaczenia krzyczą najgłośniej, rzucając kamieniami, gdy gardła odmówią posłuszeństwa. To ich potępiajmy, a nie służby porządkowe, mające na celu ochronę praworządności. Czy nie dorośliśmy jeszcze do dyskusji bez użycia kostki brukowej i petard? Chyba nie. Wmawiamy sobie, że jest wojna. Że trzeba przelewać krew za wolność. Że reżimowa telewizja  fałszuje rzeczywistość. Często faktycznie fałszuje, stając się stronnicza, ale robi to głównie dla utrzymania oglądalności na wysokim poziomie, pokazując to, co durniejący z miesiąca na miesiąc telewidz chce oglądać. Nie wspominam już o ukrytym, lewicującym przekazie najbardziej „liczących się” mediów, bo to inny, bardziej złożony problem.

Zatem, czy przeciętni zjadacze chleba, chcą przysłuchiwać się merytorycznej debacie o kształcie państwa i wspólnych wartościach? Wątpię. Ciekawiej śledzić barwną zadymę, podnosząc od czasu do czasu okrzyki „co się z tymi ludźmi dzisiaj dzieje”.

Posted in Polityka | Leave a comment

Marsz 11.11, a sprawa polska

Echa marszu 11.11.11 powoli cichną, a tym samym opadają emocje. Głównie emocje negatywne, których marsz nigdy nie powinien wywoływać, a wywołał. Zatem czas wysunąć wnioski. Nad pozytywnymi oraz negatywnymi aspektami marszu,  przede wszystkim powinna pochylić się prawica. Wydarzenia ubiegłego piątku pokazały, jak łatwo zafałszować treść terminu patriotyzm i jak trudno obronić jego znaczenie przez atakami lewackich organizacji. Lewica jawi się bardzo wyraziście. Walczy o pokój, równość i braterstwo, nie akceptuje wykluczenia jakichkolowiek grup społecznych oraz przemocy (okazało się jednak, że od przemocy nie stroni). Ta dobroduszność lewicy jest jednak fasadą, za którą kryją się dążenia do komunizacji życia społecznego.

A co z wizerunkiem prawicy? Tu zaczynają się schody. Organizatorzy marszu oraz jego sympatycy, aby bronić jego idei muszą uciekać się do argumentów historycznych. Jest to całkowicie zrozumiałe, ponieważ 11 listopada to rocznica wydarzenia historycznego, lecz jednocześnie dość odległego dla współczesnej młodzieży sympatyzującej z lewicą. Brak zrozumienia dla zachowania ciągłości historycznej, jako warunku sine qua non istnienia państwa, stwarza przekonanie, że ideologia parwicowa zawsze skutkuje rozbudzeniem ducha faszyzmu. Nie mówi się już nawet o nacjonaliźmie, który nie jest tak medialny jak faszyzm.

Środowiska prawicowe będą musiały zweryfikować swój przekaz społeczno-medialny. Jest to konieczne, aby przekonać tę „nierozumiejącą” pewnych procesów część społęczeństwa,  że celem działań prawicy jest budowanie silnego państwa polskiego, odpornego na zewnętrzne zagrożenia, nie tyle militarne co gospodarcze i polityczne. Przykładem może być próba federalizacji UE, jako panaceum na rozchwiany, zglobalizowany europejski rynek.  Należy przy tym pamiętać, że naród nie jest ideologicznym monolitem i narzucanie wszystkim konieczności odczuwania patriotyzmu w  identyczny sposób jest sporym błędem, uławtiającym przyklejenie prawicy faszystowskiej gęby.

Marsz 11 listopada, pomimo nieudanej próby przebicia się w reżimowych mediach, ma szalenie ważną zaletę. Wywołuje dyskusję o patriotyźmie, o potrzebie narodowego zjednoczenia się (nie w sensie lewicowym) we wspólnym działaniu dla dobra ojczyzny, a nie li wyłącznie na rzecz „surowego”, technoktarycznego państwa. Sukces nadejdzie z dniem, w którym uda się podkopać korzenie lewicowej propagandzie, hołdującej kolektywizacji myśli i zachowań, próbującej imputować, że głupi i madrzy są równi, ponieważ łączy ich fakt posiadania takiego samego mózgu.

Posted in Polityka | Leave a comment

Durni politycy, czy niekompetentni dziennikarze ?

Po ostatnich wydarzeniach w Łodzi, a dokładnie po morderstwie dokonanym przez szaleńca, należałoby się zastanowić, co zaognia atmosferę w polityce. To zabójstwo jest niewątpliwie związane z tą atmosferą, atmosferą wzajemnej nienawiści, oskarżaniem się o absurdalne działania lub zaniechania. Obywatelom karmionym przez media niezwykle wysoką dawką nienawiści, wydaje się, iż jedyną metodą dyskusji jest zrównanie adwersarza z błotem. Szaleniec z Łodzi poszedł krok dalej i uświadomił sobie, iż najskuteczniejszym narzędziem rozliczenia polityków będzie zbrodnia.

Dziś politycy zastanawiają się, gdzie popełnili błąd. Rozważania te są bardziej lub mniej komiczne, bo nie można inaczej określić wymuszania przeprosin za wszystko i wszystkich. Problem natomiast tkwi w uświadomieniu sobie, iż każdy ma prawo posiadać odmienne poglądy i publicznie te poglądy głosić. Osoby nie zgadzające się z poglądami swoich przeciwników, muszą zaprezentować merytoryczne kontrargumenty. Natomiast w polskiej polityce mamy do czynienia z infantylnymi osobistymi atakami, oderwanymi od merytoryki.

Nie małą rolę w obrazie polskiej polityki odgrywają media. Przeciętny program publicystyczny z udziałem polityków, sprowadza się do tandetnej pyskówki na czwartorzędne tematy. Dziennikarze dbając o wysoką oglądalność takich programów, w zauważalny sposób prowokują polityków do emocjonalnych wypowiedzi. Należy zadać sobie pytanie, dlaczego? Czy tematy dyskusji determinuje durnota polityków, czy niekompetencja dziennikarzy, nie znających się na merytorycznych szczegółach ważnych dla państwa reform? Obawiam się, że jedno i drugie.

Posted in Polityka | Leave a comment